piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 21 ~ Jedna kawa, a tyle zamieszania.

EDIT: Rozdział jest już napisany, brakuje tylko 10 komentarzy, liczę na Was,
                                                                           
 
Angie

Kierowałam się w stronę kuchni, jednocześnie nucąc sobie pod nosem jedną z piosenek z zeszłego roku.Jak na tak wczesną godzinę i mus wstania z łózka , miałam dość dobry humor, co widać było po moim dzisiejszym stroju.Mianowicie założyłam sukienkę w kwiecisty wzór, którą zawsze nakładam gdy jestem szczęśliwa.Nie wiem dlaczego, to jest już po prostu mój nawyk.Jedna część mnie podpowiada powód radości.Jest nią pocałunek z Germanem. To jasne, że długo na to czekałam, ale to w końcu mój szwagier.Gdybym się z nim związała nie żyłabym w zgodzie z moim sumieniem , które męczyło by mnie każdego dnia ciągłymi wyrzutami. Dlatego właśnie nie mogę tego zrobić, dla jego dobra i dla swojego również.Nie wiem w ogóle co mną kierowało w tamtej chwili. Od razu powinnam się odsunąć albo nawet do tego nie dopuścić.Cóż stało się, czasu nie cofnę.Niestety.Na razie będzie lepiej, gdy będę go unikać.On ochłonie, ja ochłonę.Do końca nie wiem , co mógł sobie pomyśleć, ale mam mieszane uczucia co do tego.
Wchodząc na "teren Olgi" poczułam piękny zapach gotowanej przez niej potrawy.
- Dzień Dobry. - posłałam jej serdeczny uśmiech, szukając wzrokiem filiżanki kawy, zrobionej specjalnie dla mnie.
- Na stole. - rzuciła , szukając czegoś w szafce.Była tak pochłonięta tym co robi, że nawet nie odwróciła wzroku w moją stronę choćby na małą chwilkę.Tak jak robi to zazwyczaj.Cóż dzisiaj najwidoczniej miała więcej na głowie.
- Może potrzebujesz pomocy ? - podeszłam do niej bliżej, kładąc torbę na beżowym krześle, stojącym przy ścianie.
Gosposia kiwnęła przecząco głową, po czym zamknęła szafeczkę , wyjmując z niej przyprawy.Nie będę nachalna.Udałam się do jadalni w celu wzięcia mojej kawy i wypicia jej w kuchni.Podniosłam białą , dość małą filiżaneczkę, która parzyła mnie coraz bardziej w palce, wywołując nieprzyjemne pieczenie.
- Ajj , jakie gorące. - powiedziałam pod nosem, jednocześnie sycząc z bólu.
Wszystko poszłoby dobrze, już byłam blisko blatu , ale moja kawa już nie, znaczy połowa niej.Połowa gorącego napoju wylądowała na dokładnie wyprasowanej, błękitnej koszuli Germana.
- Boże German przepraszam, nie zauważyłam...- nerwowo odstawiłam filiżankę na blat i sięgnęłam po ścierkę. - Tak mi przykro, naprawdę przepraszam. - mówiłam , ścierając plamę, która nie oszukujmy się wyglądała strasznie.
- Angie... - zaczął spokojnie.
- Tak , tak zwalniasz mnie, już się wynoszę.Tylko dotrę plamę - kiwałam głową , jednocześnie nie wiedząc co mówię
- Angie. - złapał mnie za ręce , patrząc mi prosto w oczy. Przeszedł mnie dreszcz, ten sam przyjemny dreszcz, który przechodzi mnie zawsze gdy go widzę.- Powtarzaj za mną : nic się nie stało. - mówił tak powoli, jakby tłumaczył coś małemu dziecku, którym ja już nie byłam.
Spuściłam głowę, w celu pokazania mu , że nie mam zbytniej ochoty z nim rozmawiać.Zignorował to.
- Posłuchaj, jesteś dla mnie bardzo ważna i byle jakaś plama tego nie zmieni. - chwycił mój podbródek i uniósł delikatnie do góry, tak żebyśmy patrzyli sobie w oczy. Uśmiechnęłam się niepewnie i powoli uwolniłam się z jego objęć.
- Coś nie tak ? - spytał, uważnie mi się przyglądając.
- Nie, oczywiście, ze nie. - wysiliłam się na sztuczny śmiech. - Po prostu chciałam napić się kawy. - podniosłam kubek z jeszcze ciepłym napojem i zaczęłam się nim delektować.
- Widziałaś Violettę ?Powinna już schodzić. - zapytał ni z gruchy ni z pietruchy, wprowadzając mnie w zakłopotanie i to takie, że wyplułam na niego kawę.
- Przepraszam, naprawdę. - poczułam się jeszcze bardziej skrępowana.
Violetta jest na egzaminie, muszę ją jakoś kryć.Miała się wyrobić na śniadanie. Ah, tak to z tymi kłamstwami wychodzi.Muszę do niej zadzwonić, bo nie dam rady osłaniać ją zbyt długo.
- Jeszcze raz przepraszam. - chwyciłam torbę i czym prędzej wyszłam z pomieszczenia

-.-

Violetta

Na szczęście już po wszystkim.Nie było tak strasznie, jak sobie to wyobrażałam.Moje nogi , które jeszcze przed chwilą były jak z waty, są teraz obolałe po wysiłku, do którego przyczyniła się bardzo trudna i wyczerpująca choreografia Gregoria.Nie powiem, że mężczyzna wywarł na mnie dobre wrażenie, wręcz przeciwnie.Wydaje się być wrednym i zgorzkniałym samotnikiem, bo nie sądzę, żeby miał żonę z takim charakterem.Wnioskując po jego minie, to poszło mi chyba dość dobrze.Tak jeżeli mnie przyjmą to jedynym minusem uczęszczania do Studia będzie właśnie szanowny pan profesor, który nie lubi nikogo poza swoją osobą.No nic trzeba robić dobre wrażenie, dlatego stałam grzecznie, siląc się na uśmiech.
- Dobrze , dziękujemy ci bardzo panno Valentino. - zwrócił się do mnie, pieszcząc w dłoniach małą, gumową piłeczkę. - poszło ci świetnie.
- Violetto. - poprawiłam jednocześnie starając się mówić delikatnym głosem, tak żeby go nie zdenerwować, bo nie sądzę, że należał do tych osób , które nie miały nic przeciwko kiedy ktoś zwracał im uwagę. - Jestem Violetta.
Spochmurniał, jego uśmiech znikł w jednej chwili.Po co się odzywałam ?! Narobiłam sobie tylko problemów przez moją niewyparzoną buźkę.Nerwowo chwycił kartkę i zerknął na mnie jeszcze raz.
- Ahh Violetta, Valentina, Veronica. Co za różnica ?!- rzucił podwyższonym tonem, żywo gestykulując przy tym rękami.
- Też racja, nie ma żadnej różnicy. - wzruszyłam ramionami, przyznając mu rację, niech ma jak tam chce.
Nie patrząc więcej na nauczyciela, zgarnęłam swoją sportową torbę, którą zostawiłam na parapecie i wyszłam.Nie zdążyłam zamknąć drzwi od sali i zadzwonił telefon.Cholera , tata odkrył , ze uciekłam.
Wyjęłam pośpiesznie telefon z małej kieszonki torby.Odruchowo zerknęłam na wyświetlacz, Angie.
Kamień z serca, chociaż nie do końca.

V:
Halo, Angie. ?! Co się stało ?
A: Violu nie dam rady cię za długo kryć, więc musisz szybciutko wracać do domu.


Można było wyczuć zdenerwowanie w jej głosie, który zawsze był spokojny i miły dla ucha.Zawsze z przyjemnością słuchało się co ma do powiedzenia.Nieważne czy był to monotonny wykład o protonach i neutronach, czy jakaś straszna wiadomość, zawsze słuchanie jej było przyjemnością.
Niestety nie tym razem.Po słowach Angie moje zdenerwowanie wróciło, jak piłeczka odbijana o ścianę.

V: Przetrzymaj go jeszcze trochę.Już biegnę.
A: Dobrze, tylko proszę cię skarbie, pośpiesz się
.

Postanowiłam, że nie będę się już przebierać, bo teraz każda sekunda jest na wagę złota.To ciągłe kłamanie i kombinowanie staje się już nudne.Korytarz był w dalszym ciągu przepełniony po brzegi, więc przeciśnięcie się do wyjścia graniczyło z cudem.
- Przepraszam, przepraszam,przepraszam. - szłam powtarzając te słowa jak mantrę, delikatnie odpychając ludzi , którzy utrudniali mi przejście.
Przez nieuwagę wpadłam na jakąś dziewczynę o blond włosach. Od tyłu wydawała się znajoma, tylko to spotkanie było na moją niekorzyść, bo parę dni temu miałyśmy podobne.Chociaż tamto skończyło się dla niej gorzej.Zachichotałam na samo wspomnienie jej pisku i miny , gdy zawartość butelki znalazła się na jej "pięknej bluzeczce" , paniusia.


Ludmiła

Stałam wraz z Diego w zatłoczonym korytarzu w Studio.Dawno nie było tu tyli ludzi.Mam nadzieję, że spotkam tą żmiję Violettę, bo wtedy będę mogła rozpocząć mój szatański plan zniszczenia jej życia.
- Słuchaj myślę, że powinna gdzieś tu być... - nie zdążyłam dokończyć, bo "ktoś' uderzył mnie w plecy na skutek czego wylądowałam w silnych ramionach Diega.
Odwróciłam się z zamiarem wyrzucenia z siebie wszystkiego co w tej chwili czułam.Jestem supernową i nie pozwolę, żeby jakiś byle przeciętniak mnie dotykał, a co gorsza popychał.
- Jak łazisz niezdaro ?! - krzyknęłam z wyrzutem patrząc prosto na winowajcę.
Dlaczego nie zdziwiło mnie to , ze tą niezdarą była ta żmija Violetka.Co za małpa, ciągle stara mi się uprzykrzyć życie.
- Znowu ty ?! - wrzasnęłam, posyłając jej lodowate spojrzenie.
Wzięła głęboki oddech, zapowiada się niezła kłótnia.
- Też się cieszę,że cię widzę. - wywróciła teatralnie oczami, lekceważąc mnie. - Możesz łaskawie mnie przepuścić ?
- Chyba śnisz, poza tym nie mam ochoty ruszać się z miejsca, w którym właśnie stoję. - uśmiechnęłam się diabolicznie, uświadamiając jej , że nie dam jej przejść , za żadne skarby.
Zacisnęła dłonie w pięści, po czym próbowała mnie wyminąć.Ze mną nie ma tak łatwo skarbeczku.Chwyciłam ją za rękę , całkowicie uniemożliwiając jej dalszą ucieczkę.
- Puść mnie pusta kretynko ! - jaka ostra, nie mogę, a niby z niej taki aniołek.
Starała się wyswobodzić z mojego uścisku , lecz bez żadnego skutku.
- Nie rozumiesz, ze się śpieszę ?! - krzyknęła, jeszcze bardziej się wyrywając.
- Nie. - oznajmiła, uśmiechając się złowieszczo.

-.-

Camila

Oszołomiona kolejnością zdarzeń powoli wyswobodziłam się z objęć chłopaka, przechodząc do pozycji stojącej.Spojrzałam w kierunku blondyna , którego miałam na oku, nie było już go.
- No i widzisz co zrobiłeś ?! - krzyknęłam , patrząc na tego kretyna, przez którego zdarzył się ten wypadek.
- No właśnie nie. - oznajmił, otrzepując spodnie z piachu. - Tak w ogóle co się tak unosisz, przecież nic się nie stało ?!
- Bo przez ciebie mój przyszły chłopak właśnie sobie poszedł, wielkie dzięki. - spojrzałam na niego z nienawiścią i odwróciłam się na pięcie.- Przez ciebie nie zaznam smaku prawdziwej miłości.
Chciałam odejść , ale nie pozwolił mi.Trzymał moją prawą  rękę.Chciałam już wyrzucić z siebie wszystko wrzeszcząc na niego ile wlezie , ale był szybszy.Przyciągnął mnie do siebie, tak , ze stykaliśmy się czołami i czuliśmy swoje przyspieszone oddechy.
- A może jednak. - powiedział, po czym złączył nasze usta w pocałunku. Tego to się nie spodziewałam.
Co za koleś!
_____________________________
Przed Wami numer 21. :D
Jak już pewnie zauważyliście, wprowadziłam tytuły do rozdziałów, co możecie zobaczyć w spisie treści. :)
Mam nadzieję, że ten rozdział przypadnie Wam do gustu. :*
Miłego czytania Cukiereczki. ♥

10 komentarzy = next rozdział

wtorek, 17 czerwca 2014

Rozdział 20 ~ Słoneczko popsuło wszystko.


EDIT : Jeżeli pod tym rozdziałem nie będzie chociaż 5 komentarzy, rozdziału 21 nie będzie , mimo że jest już napisany.

-.-

Violetta

Ostatnimi czasy pech mi nie odpuszcza.Tata oczywiście musiał mnie nakryć na ucieczce z domu, cudownie! Egzamin za dziesięć minut,a ja siedzę na schodach i zastanawiam się jak się wymknąć. Drogą powrotną będę się martwić później.
Co on tak długo robi w tej kuchni ? Rodzi tą kawę ? Przez te wszystkie kłamstwa zrobiłam się dość nerwowa.Niby nie lubię jak ktoś  mnie oszukuje, a sama to robię.Świetna taktyka Violetta! No ale z drugiej strony czy mam jakiś wybór? Mój własny tata,który bez przerwy powtarza,że chce dla mnie jak najlepiej, nie pozwala mi spełniać marzeń i tym właśnie sposobem zmusza do kłamstwa.Nienawidzę tego,no ale...
Dobra wszedł do gabinetu. Teraz powoli,jedne schodek,drugi,trzeci i jazda do drzwi.
Jak to Fede mówi byłam niewidzialna.

Niepewnie nacisnęłam klamkę,rozejrzałam się jeszcze raz i wyszłam.Najgorsze za mną,teraz do Studia.Nie powiem im bliżej dotarcia do celu tym bardziej zaczynam wątpić w to co robię.
Przekroczyłam próg budynku.Moim oczom ukazał się korytarz wypełniony ludźmi , którzy przyszli w tym samym celu co ja.Panikowałam coraz bardziej, w końcu strach dopiął swego, udałam się do drzwi wyjściowych.Wszystko poszłoby gładko gdyby  nie fakt,że ktoś złapał mnie za nadgarstek.Bałam się odwrócić, bo  nie wiedziałam kogo mogę się spodziewać.No ale z drugiej  racjonalnej strony nie będę z kolesiem gadała odwrócona do niego tyłem, to niekulturalne i niestosowne.
Spojrzałam kątem oka,León.Skierowałam się w jego stronę bez żadnych większych problemów.Byłam wściekła i jednocześnie szczęśliwa,że przyszedł.Nie mogłam jednak dać po sobie znać,że cieszę się, że jest tu ze mną i trzyma mnie za rękę.
- Co ty tu robisz ? - spytałam oschle,wyrywając się z jego objęć.
- Czyli dalej jesteś zła... -jego oczy momentalnie stały się smutne i puste, nie były takie jak zwykle ; roześmiane i pełne energii - nie rezygnuj z tego egzaminu - spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem, który sprawiał, że czułam się jak w siódmym niebie.
- Dlaczego niby ? - spytałam starając się nie łapać z nim kontaktów wzrokowych.- tak się składa, że nie jesteś kimś kto będzie mi mówił co mam robić, a czego nie !
Czułam , że ma rację, że mu zależy na tym żebym realizowała swoje plany, lecz nie mogę mu tego okazać, nie mogę !
- Violetta - zaczął spokojnym głosem, który był przepełniony ciepłem i miłością - nie możesz pozwolić na to , żeby twój niezwykły talent, który posiadasz gasł coraz bardziej z dnia na dzień.Nie powiem, żebyś robiła to dla mnie, bo od razu wyjdziesz i trzaśniesz drzwiami, więc zrób to dla siebie.
On znowu to robi.Sprawia,że ponownie się w nim zakochuję , choć i tak nigdy nie przestałam go kochać.Ja nie potrafię tego opanować i to jest w tym najgorsze.Parę spojrzeń prosto w oczy, dotyk i kilka słodkich słówek i już ma nade mną władzę.
- Masz rację, przepraszam, że tak na ciebie naskoczyłam.
Nie chciałam tego powiedzieć,bo wyszło na to , że jestem skłonna mu wybaczyć.No ale jak już mówiłam on ma nade mną kontrolę, głupieję przy nim.

-.-

Camila

Przechadzałam się po parku rozmyślając o swoim życiu.Doszłam do wniosku , ze brakuje mi Maxiego, a dokładniej brakuje mi chłopaka i bycia w związku. Po drodze mijałam tyle słodkich parek, że znowu załapałam doła.Ja to jednak  nie mam szczęścia w miłości, mimo , że miałam dopiero jednego chłopaka, z którym nawet nie powinnam zaczynać, bo jest moim przyjacielem.Na siłę miłości nie znajdę i to jeszcze tej prawdziwej. Jak to mówią ,, Miłości nie należy szukać, bo przyjdzie sama w najmniej spodziewanym momencie ".A co jeśli ja chcę teraz , właśnie w tym momencie ją znaleźć ? Nikt nie przewidział takiej opcji i nie wymyślił jakiegoś mądrego zdania na taką okoliczność ? Życie jest nie fair. Ja też chcę być szczęśliwa, bo oglądanie szczęścia innych już mi wyszło bokiem.Szłam głównym placem w parku gdy nagle dostrzegłam  przystojnego blondyna, siedzącego na murku i brzdąkającego na gitarze. Czyżby to była miłość mojego życia? Niestety nie było mi dane dowiedzieć się tego, ponieważ "ktoś" we mnie wjechał. Czułam , ze leżę w czyichś umięśnionych rękach. : Czyichś" oczywiście mam na myśli sprawcę tego jakże niefortunnego wypadku.Gdy otworzyłam oczy doznałam szoku.Moje serce stanęło, a źrenice rozszerzyły do minimum.
-.-

León

Nareszcie wszystko zaczyna się układać, powoli , ale zaczyna.Słowa, które wydobyły się z jej pięknych różanych ust wywołały uśmiech na mojej twarzy i jednocześnie sprawiły, że poczułem ulgę.
- Nie masz mnie za co przepraszać. - spojrzałem na nią, na co ona odwróciła wzrok. - wszystko okej ?
Nie powiem, że się o nią nie martwię, martwię się i to jak cholera.Nie sądziłem , że tak szybko zamienię się w moją przewrażliwioną mamusię, ale tak właśnie jest.Jak nie wiem co się dzieje z Vilu to nie potrafię normalnie funkcjonować i od razu mam jakieś schizy, że coś jej się mogło stać.
- Tak, tak wszystko dobrze. - wymusiła uśmiech.
- Na pewno ?
- Tak León na pewno. - podniosła głos. - nie musisz się o mnie martwić.
Ehh ciężko będzie załagodzić tą sytuację.Coraz bardziej dociera do mnie to , ze ona już nigdy mi nie wybaczy.Nie liczę na to, ze będziemy przyjaciółmi , tym bardziej parą.Zawaliłem na całej linii.Pieprzona przeszłość.Najgorsze jest to, że dowiedziała się w taki sposób.
- Muszę, bo cię kocham i jesteś moim słoneczkiem. - uśmiechnąłem się zalotnie, jednocześnie puszczając jej oczko.
Skrzywiła się, to nie wróży dobrze.
- Po pierwsze nie jestem żadnym twoim słoneczkiem. - zaczęła wyliczać na palcach, a jej wyraz twarzy zmienił się momentalnie w odrazę. - a po drugie nie rób tak więcej i na nic nie licz.
Odeszła.Zostawiła mnie samego i to w dodatku zdezorientowanego. Nie zdążyłem nawet krzyknąć :zaczekaj, przepraszam ! Zachowałem się jak skończony kretyn.Dobrze wiem, że jest na mnie obrażona, a wyskakuje tu z jakimś "słoneczkiem". Znowu pogorszyłem sytuację,a już było tak dobrze.Zawsze  jak coś się układa, to ja muszę to spieprzyć.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie znajomy głos.Obróciłem się w stronę wejścia i kogo tam zobaczyłem ? Tego lalusia,który ledwo ten łeb trzyma prosto od nadmiaru żelu.Znalazł się lovelas.
- Znowu ty? - podszedłem do niego
Skrzywił się na sam mój widok, chociaż mamy jedną wspólną cechę - reagujemy na siebie identycznie.
- Czego tu szukasz ? - wycedziłem przez zęby. - jeżeli przyszedłeś do Violetty, to sorry ale tu jej nie ma.
Zaśmiał się.
- Nie ma powiadasz, to jak wyjaśnisz to, że stoi przy automacie z napojami. - skrzyżował ręce na klatce piersiowej, był pewny siebie, nawet za bardzo.
To zdecydowanie nie jest mój dzień.Najpierw Vilu , a teraz ten goguś od siedmiu boleści. Wystarczy, ze tylko na niego spojrzę, to ledwo się powstrzymuje , żeby mu nie walnąć.
- Żałosny jesteś. - zbliżył się do mnie. - ah i jeszcze coś, jak już zamierzasz kłamać to najpierw obczaj teren. - poklepał mnie po ramieniu.
- Ty się tak nie wymądrzaj, bo ci się mózg roztopi. - zakpiłem. - chociaż nie wiem czy przypadkiem już od tego żelu tak się nie stało.
Wywrócił teatralnie oczami, po czym wziął głęboki oddech.
- Ej spokojnie, bo popuścisz od tego wzdychania. - uśmiech nie schodził mi z twarzy, jestem w formie oo tak.
- Skąd wiesz, miałeś już tak ? - uśmiechnął się, po czym oparł się ręką o ścianę.
- Słuchaj no ty, mówię ci igrasz z ogniem ! - zagroziłem mu palcem.
- Chyba z wodą. - poprawił i odwrócił głowę w zupełnie inną stronę.
Wybuchłem. Popchnąłem go z całej siły, w takim rezultacie, że leżał jak długi na podłodze.Nie oszukujmy się wyglądał idiotycznie.
- Tak chcesz się bawić ?! - zerwał się na równe nogi.
Zaczęliśmy się szarpać, standardowo.
- Co tu do cholery jasnej się wyprawia ?! - wrzasnął Gregorio.
No to nie żyję.Nie no jest jeden plus , ten frajer nie żyje ze mną.
- Verdas co ty robisz razem z tym... z tym - nie mógł określić tego czego , co stało obok mnie z poobijanym nosem. - z tym nażelowanym chłopczyną ?
Gdy usłyszałem określenie " nażelowany chłopczyna " i to jeszcze z ust Gregoria, myślałem, że nie wyrobię. Zacząłem się śmiać.Nie powinienem tego robić, bo mężczyzna spiorunował mnie wzrokiem. Oj grabisz sobie Verdas, oj grabisz !
- Yghym... przepraszam. - spuściłem głowę, w celu poprawienia swojej sytuacji.
Bądź co bądź ale za parę dni wracam do niego na zajęcia i naprawdę nie mam ochoty, żeby się na mnie uwziął.
_______________________________
Przepraszam za opóźnienia, które nie oszukujmy się, są ciągle. :\
No niestety, nic nie poradzę.
Przedstawiam dwudziestkę. :*
Mam nadzieję, ze się spodoba.
Im więcej komentarzy, tym szybciej pojawi się rozdział 21 , który jest już prawie napisany. ;)

Kocham Was. :*  ♥